Festiwal Piwowarów Domowych

16 czerwca 2019 o 19:29

To chyba pierwszy tak luźny artykuł na blogu… ale jestem tak pozytywnie nastrojona po wczorajszym Festiwalu Piwowarów Domowych, że muszę się tym z Wami tym podzielić 🙂

Po pierwsze ogromne podziękowania dla organizatorów. Szacun! Wszystko dograne perfekcyjnie. Miejsce idealne na takie imprezy – pomimo tak wysokiej temperatury na zewnątrz, w hali temperatura była znośna. Powierzchnia nie za duża, stoiska piwowarów tak usytuowane, że z jednej strony można było spokojnie się przemieszczać, a z drugiej atmosfera była kameralna. Degustacyjne szkło festiwalowe, które każdy dostał przy wejściu sprawiło, że na stoiskach nie było plastikowych kubków i hałd śmieci, co więcej szkło można było bez problemu umyć. Dostęp do bezpłatnej wody do picia, czyste toalety, opróżnione kosze, super strefa gastronomiczna, ciekawe wykłady, wolontariusze pomocni w każdej kwestii … można by tak jeszcze długo wymieniać 🙂

Jednak jak na każdym festiwalu atmosferę tworzą ludzie. Ja zawsze podziwiam ludzi, którym tak po prostu „się chce”. Krążąc między alejkami, było czymś nie do uwierzenia ile pracy i czasu piwowarzy musieli poświecić nie tylko na uwarzenie doskonałych piw, ale też na przygotowanie tak odjechanych stoisk. To było coś niesamowitego. Piwo nalewane z pianina lub z pralki Frani, kącik rodem z PRL z „tureckim” dywanem, fotelami jak z mojego dzieciństwa i szydełkowanym obrusem, do tego akwarium, palmy, miecze świetlne… Z drugiej strony dopracowane gadżety domowych browarów- szkło, skrzynki na piwo, otwieracze, zakładki do książek, koszulki… Jakby tego było mało, na wielu stoiskach serwowano poza piwem także inne domowe specjały – ciasta, ciasteczka, piwne żelki, domowe sery, wędliny i nalewki. Szkoda, że nie robiłam zdjęć, ale fotorelacji znajdziecie pewnie w sieci sporo, a ja wolałam skupić się na degustacji i rozmowach 🙂

… a degustować było co 🙂 69 piwowarów z których każdy serwował od 3-5 piw, a do tego jeszcze sztosy „spod lady” 😉 Niestety nie mam tak mocnej głowy, żebym mogła to jakoś ogarnąć. Dlatego skupiłam się na lekkich piwach, kwasach, lambikach, flandersach, grodziszach, gose… Większość piw jakie próbowałam naprawdę była bardzo dobra, kilka piw było genialnych. Zazdroszczę piwowarom kunsztu, fantazji i wiedzy… i tu przechodzimy płynnie do kolejnego punktu.

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że coraz więcej młodych osób warzy piwo i co więcej mają do tego naprawdę profesjonalne podejście. Mam wrażenie, że ten okres (co prawda w pewien sposób uroczy) takiego warzenia „na spontanie”, na zasadzie „a zróbmy to tak i tak, i zobaczmy co wyjdzie” już minął. Dostęp do wiedzy piwowarskiej jest coraz większy, rośnie więc i świadomość piwowarów. Miło jest porozmawiać z piwowarami, którzy potrafią z pasją opowiedzieć w jaki sposób warzyli piwo i jakie każdy surowiec, czy też etap produkcji miał przełożenie na efekt końcowy. Wyobraźcie sobie 21 latka, który serwuje niesamowicie zbalansowane gueuze będące blendem 4 roczników lambika i przy tym opowiada jak sam izoluje drożdże z butelek i opracowuje własne blendy drożdży i bakterii, a do tego piecze ciasta na bazie własnych piw i przyrządza konfitury z  porterem bałtyckim. Szczęki na ziemi? Ja swoją zbieram  do tej pory 🙂 Pokłony dla Browaru Domowego Epsilon i studenta Browarnictwa od którego wykładowcy mogą się tylko uczyć 😉

Oczywiście takich pozytywnych zaskoczeń było dużo więcej, ale nie sposób ich wszystkich wymienić. Pokazuje to tylko jak branża zmieniła się na przestrzeni lat. Po kilku latach zwątpienia, wreszcie mogę z czystym sumieniem powiedzieć też, że jestem dumna, że jestem członkiem (ba! nawet członkiem założycielem) Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych. Obecny Zarząd naprawdę robi dobrą robotę, nie wiem skąd biorą takiego powera, ale oby tak dalej, bo to zaraźliwe 🙂

Jest jeden minus… zjadła mnie trema podczas prelekcji. Zdecydowanie wolę pisać, niż mówić. Ale walczę, próbuję, może kiedyś będzie lepiej 😉 Niebawem wrzucę na bloga artykuły o estrach i wyższych alkoholach, a może też bardziej rozbudowany artykuł o piwach fermentacji spontanicznej – w bardziej przyswajalnej formie niż moja paplanina.

Dzięki wszystkim z którymi miałam ochotę pogadać, daliście mi masę pozytywnej energii. Do zobaczenia za rok!